Spółka notowana na GPW
Analiza rynku
analiza rynku

Przybędzie złomu ołowianego z akumulatorów

Choć ołów nie budzi zbyt ekologicznych skojarzeń, nie ma mowy o tym, by zbudowane w oparciu o ten materiał akumulatory zniknęły z rynku nawet w perspektywie najbliższych 30 lat. Ponieważ liczba pojazdów i maszyn, w których są montowane akumulatory kwasowo-ołowiowe będzie w Polsce rosła w najbliższych latach, proporcjonalnie więcej takich urządzeń będzie trafiało do recyklingu.

Akumulator ołowiowo-kwasowy wynaleziono już blisko 150 lat temu, ale wciąż najlepiej sprawdza się w pojazdach mechanicznych. Potrafi zgromadzić największy ładunek elektryczny w stosunku do swojej masy, jest relatywnie tani w produkcji, a dodatkowo zapewnia bardzo wysokie natężenie prądu – argument decydujący w przypadku wymagających ogromnego prądu rozruchowego silników Diesla, które zyskują coraz większą popularność wśród polskich użytkowników. Oczywiście, technika poszła już naprzód i nowoczesne samochody hybrydowe korzystają obecnie z baterii niklowo-wodorkowych. Tyle, że dziś w Polsce sprzedaje się takich aut kilkadziesiąt rocznie (na rynku jest zaledwie kilka modeli – najtańsze to Toyota Prius oraz Honda Civic-IMA) i trudno spodziewać się, by szybko się to zmieniło. Optymistyczna prognoza firmy J.D. Power & Associates przewiduje, że do 2012 roku zaledwie 4,1% światowej sprzedaży nowych aut będzie przypadało na samochody hybrydowe („Gazeta Wyborcza” z 24 października 2005). Miażdżącą większość aut na drogach nadal będzie napędzana klasycznymi silnikami, które do rozruchu potrzebują mocnych i sprawdzonych akumulatorów kwasowo-ołowiowych. A jak będzie wyglądała dynamika rynku takich pojazdów?

Lawina samochodów nakręci rynek akumulatorów

W Polsce jest zarejestrowanych około 19 milionów pojazdów mechanicznych – samochodów osobowych i użytkowych oraz maszyn samobieżnych, zdolnych do poruszania się po drogach publicznych. Szczegółowa liczba nie jest znana, gdyż wciąż nie zostało zakończone tworzenie Centralnej Ewidencji Pojazdów i Kierowców. „Szacujemy, że po pełnym uruchomieniu CEPiK-u okaże się, że faktycznie mamy o około 2 miliony pojazdów mniej” – twierdzi Wojciech Drzewiecki, szef firmy Samar, monitorującej rynek motoryzacyjny. Różnica wynika z faktu, iż wiele samochodów zostało rozebranych na części bez ich wyrejestrowania. Czy to znaczy, że samochodów w Polsce ubędzie? Wręcz przeciwnie!

liczba samochódow osobowych
Źródło: SAMAR

Od momentu przystąpienia Polski do Unii Europejskiej do naszego kraju zostało sprowadzonych około 3 milionów aut. Większość z nich to samochody używane (mające średnio kilkanaście lat), w których trzeba będzie wymienić akumulatory. Co ważne, liczba samochodów nadal będzie rosnąć. „Jeśli tylko rząd nie będzie zaskakiwał kierowców zmianami prawa, tak jak to miało miejsce w przypadku zasad odliczania VAT od aut kupowanych przez firmy, roczna sprzedaż nowych aut może sięgnąć nawet miliona” – zapowiada Wojciech Drzewiecki.

liczba samochódow osobowych
Źródło: SAMAR

Potencjał polskiego rynku samochodów jest duży – podczas gdy w Niemczech zarejestrowanych jest ponad 42 mln samochodów osobowych (520 aut na 1000 mieszkańców), w Polsce jest to niespełna 13 mln (320 aut na 1000 mieszkańców). Osiągnięcie średniej unijnej (450 aut na 1000 mieszkańców) spowodowałoby wzrost floty aut osobowych o ok. 5 milionów samochodów w porównaniu do stanu obecnego. Zdaniem ekspertów jest to możliwe w ciągu najbliższych 10 lat.

Unia i Euro 2012 to większe zakupy maszyn samobieżnych

Przystąpienie Polski do Unii Europejskiej uruchomiło napływ pieniędzy na wieś. Nowoczesne rolnictwo nie może obejść się bez pojazdów takich jak traktory czy kombajny. Ponieważ obecnie rolnik może liczyć na zwrot połowy kosztów zakupu sprzętu z funduszy unijnych, polscy farmerzy zaczęli na potęgę kupować sprzęt. Wprawdzie na zakup nowego ciągnika, kosztującego ponad 100 tys. zł, wciąż niewielu może sobie pozwolić (roczna sprzedaż w Polsce nie przekracza 20 tys. sztuk), równolegle trwa masowy import kilkunastoletnich ciągników z krajów Europy Zachodniej.

liczba ciągników rolniczych
Źródło: GUS

Niestety, brak dokładnych danych na ten temat, ponieważ maszyny rolnicze zwolnione są z opłat, jakimi obłożone są auta osobowe i dlatego są „niewidzialne” dla służb celnych i skarbowych. Biorąc pod uwagę, że używany ciągnik kosztuje 20-40 tys. zł, można szacować, że rocznie na polskim rynku przybywa kilkadziesiąt tysięcy traktorów i ta tendencja utrzyma się w najbliższym dziesięcioleciu. Z danych Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że w latach 2002-2005 w Polsce przybyło 100 tys. zarejestrowanych ciągników rolniczych, co stanowiło wzrost o 7,4%. Jeszcze szybciej przybywa kombajnów do zbioru zbóż, ziemniaków i buraków. Między 2002 a 2005 rokiem liczba takich maszyn w Polsce zwiększyła się o 22% (do łącznej liczby blisko 300 tys. szt.). Warto podkreślić, że akurat kombajny wymagają największych i najcięższych akumulatorów do rozruchu. Już dziś wzrost popytu na akumulatory o 30-40% odnotowali dziennikarze portalu www.rolnicy.com. Co ciekawe, rośnie sprzedaż nawet archaicznych akumulatorów 6-voltowych, które służą do rozruchu kilkudziesięcioletnich ciągników Ursus. Oznacza to, że rolników stać, by inwestować nawet w tak stary sprzęt.

liczba kombajnów rolniczych
Źródło: GUS

Na horyzoncie mamy Mistrzostwa Europy w piłce nożnej. Przygotowania do tej imprezy wiążą się z prawdziwym boomem dla polskich (i nie tylko) firm budowlanych. Już dziś słychać głosy, że może nie wystarczyć rąk do pracy, natomiast firmy zadbają o wystarczającą liczbę maszyn. W branży budowlanej działa około 50 tys. firm, z których połowa – według szacunków Dariusza Sarnowskiego z firmy Sar-Pol – wykorzystuje ciężki sprzęt. Roczna sprzedaż takich maszyn to ponad tysiąc sztuk. Oddzielną kategorią maszyn wyposażonych w akumulatory są wszechobecne wózki widłowe, zarówno spalinowe, jak i poruszane energią elektryczną. Stale spadające ceny (między innymi na skutek wejścia na polski rynek takich wózków z Chin) powodują, że coraz więcej przedsiębiorców może sobie pozwolić na zakup takiego „konia pociągowego” do swojego sklepu czy magazynu.

Bez akumulatorów nie ma motoryzacji

Okres eksploatacji akumulatora samochodowego to 4-5 lat, bateria w maszynie samobieżnej „żyje” nawet o połowę krócej. „Jest to spowodowane drganiami, które są zabójcze nawet dla akumulatorów typu heavy duty, o specjalnie wzmocnionej konstrukcji wewnętrznej” – tłumaczy Krzysztof Paulus, wiceprezes firmy ZAP Sznajder Batterien SA, produkującej akumulatory. Pamiętajmy, że akumulator nie jest wymieniany jedynie wtedy, gdy się zużyje. Bardzo często bateria zostaje zniszczona w wyniku wypadku czy nawet stłuczki. Samych wypadków (czyli zdarzeń w których choć jedna osoba zostaje ranna) każdego roku jest w Polsce ok. 45-50 tys., stłuczek jest około 10 razy więcej (nie wszystkie zgłaszane są policji). Oznacza to, że statystycznie co minutę w Polsce zostaje zniszczony akumulator, który wymaga wymiany.

Czy nowoczesna technika spowoduje zwiększenie żywotności baterii? Na pewno nie, ponieważ w samochodach stale rośnie liczba odbiorników prądu (elektrycznie sterowane szyby i lusterka, nawigacja satelitarna i inne gadżety). Coraz więcej samochodów będzie wyposażanych w system „stop & go”, który umożliwi automatyczne wyłączanie silnika w czasie postoju w korku. Z punktu widzenia akumulatora oznacza to większy pobór prądu (podtrzymanie działania urządzeń przy wyłączonym silniku) oraz szybsze zużycie z powodu wielokrotnie częstszego rozruchu silnika. Producenci akumulatorów przyznają nieoficjalnie, że w ich interesie nie leży wcale wyprodukowanie „wiecznego akumulatora”, bo przecież chodzi im o to, aby akumulatory były stale wymieniane, bo dzięki temu mogą sprzedawać nowe. A stare trafią do recyklingu.


Sierpień 2007r. Autor opracowania: Leszek Kadelski


projekt: Madonet